Alarm, trwoga. Scjentolodzy wysłali swoje książki do polskich bibliotek. Ma to być preludium ideologicznej ofensywy na nasz kraj. Trochę to dziwne, bo scjentolodzy w Polsce już są, tyle tylko, że nasz kraj nie chce ich zarejestrować, bo to sekta. Niebezpieczna.
Sami scjentolodzy jakoś marnie ,,atakują’’, skoro nawet ich oficjalna strona www nie ma wersji polskiej. Świństwo.
Wróćmy jednak do meritum, czyli do określenia, na czym polega niebezpieczeństwo scjentologii. Okazuje się, że to najuczciwsza religia na całym świecie. Nie ukrywa, że chodzi jej o to, co zawsze: o kasę. Przyznał to jej założyciel, marny pisarz książek s/f, L.R. Hubbard.
Nic dziwnego, że jej wyznawcami są gwiazdy show biznesu, które grzeszą kasą i scjentologia systematycznie je z tego grzechu uwalnia. Oczyszcza ich umysł poprzez czyszczenie kieszeni. Uczciwa transakcja.
Niestety na tym tle, to Polska jest marnym polem żniw dla tej szacownej religii. Oczywiście można wziąć ,,Wprost’’ i wytypować setkę potencjalnych wiernych zbieżną z setką najbogatszych, ale to jednak ciągle za mało.
W Polsce wzięcie mają te religie, które wyznają krojenie ludzi przy pomocy łyżeczki, a nie za pomocą chochli, jak to robi scjentologia. Z tego powodu alarm wszczynany systematycznie, co sezon ogórkowy, jest alarmem sztucznym, godnym Twórcy scjentologii – alarmem s/f.
Oczywiście, że i w Polsce trafią się ofiary szarlatanerii scjentologicznej, która wyczyści umysł i kieszenie nie jednej osoby, ale chcącemu nie dzieje się krzywda, więc nie ma o co kruszyć kopii. Nieliczni odpowiedzą na hasła Hubbarda, tymczasem miliony nadal będą odpowiadać na tradycyjne hasło: ,,daj na tacę’’. I biznes się kręci.




Sporo w tym lewackiego zacięcia z pogardą dla religii na czele i kompletne "zero" wiedzy
Jednym słowem dno. Skoro nie Pan Bóg, to w takim razie przyroda w przypadku autora spłatała okrutnego figla.